święta, których nadejścia nawet nie zauważyłam... zadziwiająco okazały się baaardzo udane. pomimo wszystko. trochę bardziej zamyślone i spokojniejsze. człowiekowi do szczęścia niewiele potrzeba.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 29 grudnia 2013
poniedziałek, 2 grudnia 2013
DDZ 2013
Kolejna edycja akcji Design Dla Zwierząt rusza już jutro! Świetna okazja na zrobienie prezentu sobie lub bliskim, połączone ze szczytnym celem - w tym roku jest to pomoc Schronisku w Korabiewicach.
Schronisko naprawdę potrzebuje pomocy, każdy grosz się liczy, jeśli nie udział w licytacji to może inna forma pomocy? Zbiórka karmy, wpłata na konto schroniska, zakup kalendarza - wszystkie szczegóły są na stronie schroniska.
Podobnych miejsc są setki, więc może w tym przedświątecznym czasie znajdziecie chwilę, wyrwaną z codziennego pędu i pomyślicie o stworzeniach, którym nie poszczęściło się w życiu tak jak Waszym prywatnym wielonogom. Niech ta zima będzie cieplejsza i mniej głodna.
Dołączajcie tłumnie. I niech moc będzie z Wami!!!
Schronisko naprawdę potrzebuje pomocy, każdy grosz się liczy, jeśli nie udział w licytacji to może inna forma pomocy? Zbiórka karmy, wpłata na konto schroniska, zakup kalendarza - wszystkie szczegóły są na stronie schroniska.
Podobnych miejsc są setki, więc może w tym przedświątecznym czasie znajdziecie chwilę, wyrwaną z codziennego pędu i pomyślicie o stworzeniach, którym nie poszczęściło się w życiu tak jak Waszym prywatnym wielonogom. Niech ta zima będzie cieplejsza i mniej głodna.
Dołączajcie tłumnie. I niech moc będzie z Wami!!!
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
niedziela, 31 marca 2013
jingle bells
po raz kolejny ziściła się zasada, że zawsze może być gorzej.
po pierwsze glut do pasa i wypluwanie płuc przy każdej próbie werbalnej komunikacji ze światem.
po drugie, króliczki, które miały być maleńkimi ciasteczkami a stały się popromiennymi mutantami, coś na kształt bożonarodzeniowego makowca koleżanki, który urósł do rozmiarów ludzkiego uda. wątpiąc nieco w swą przytomność zaczęłam przeglądać internet, bo może coś źle przeczytałam. w moim stanie było to całkiem prawdopodobne. ale, ale... kiedy dotarłam do źródła zdjęcia przeuroczych króliczków, okazało się, że ktoś wkleił fotkę japońskich ciasteczek ready made, a przepis dopisał jakiś oszołom, który miał chyba problemy z postrzeganiem rzeczywistości lub baaaardzo dużą wadę wzroku. niemniej jednak króliczki są sławne, powstało kilka mem na ich temat
szkoda, że zorientowałam się tak późno kiedy drożdżowe buły były już w piekarniku i rosły na potęgę... wyszły pyszne, szkoda, że wyglądem bardziej przypominały kotki lub pokemony niż króliczki, ale co tam, całe święta jakieś takie wywrócone do góry nogami więc wpisały się w klimat w sumie idealnie.
później szczęśliwie było tylko lepiej... po przejściach z ciastem kruchym, które było tak kruche, że nie chciało się skleić, nadeszły posiłki, które autorytarnie nakazały dolać wody i wymieszały twardy ser imitując kuchennego robota wielofunkcyjnego, a następnie skruszyły kruszonkę podczas mojego nagłego długofalowego ataku kaszlu. sernik wyszedł miód malina. Mik wcina kruszonkę, aż jej się uszy trzęsą.
w kwestii jaj postawiłam na zasadę make it simple. wyszły pisanki mojego życia. szczerze mówiąc, nigdy nie przywiązywałam wagi do malowania jaj, ale w tym roku tak mi się spodobało, że może stanie się to nową świecką tradycją?
chleb standardowo zrobił furorę, a żubrówka z sokiem z antonówek była skuteczniejsza niż jakikolwiek syropek, w związku z czym leczniczo przyjmowałam ją w niekontrolowanych ilościach. i było pięknie, aż zaczęło się to
wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku!!!
piątek, 29 marca 2013
alleluja
święta zaskoczyły mnie w tym roku maksymalnie. bo niby wszyscy o nich mówią, postują królicze bałwany i niezliczone ilości jaj, ale dochodzę do wniosku, że ja to jednak wzrokowcem jestem i tej aury co za oknem nie rozpoznaję. coś mi prawdopodobnie nie styka w mózgu. WIEM, że te święta są, ale to wszystko, zero radości, nadziei i dobrej aury. tym bardziej, że u nas w mieszkaniu wciąż wisi bożonarodzeniowa girlanda ze śnieżynek i ozdobiona choinka. i jakoś ten klimat jest dla mnie bardziej adekwatny.
omg. właśnie wpadłam na to, że pewnie nasza choinka to ostatnia zeszło-świąteczna choinka na świecie i to my jesteśmy winni, że wiosna nadejść nie może... hmmm.
tymczasem mam tyle do zrobienia (i wciąż wymyślam sobie coś nowego), że chyba od dziś do niedzieli nie będę spać. korpo nie wykazało się zrozumieniem i trzymało nas do samego końca niczym seryjne robociki, śnieg za oknem kurzy wybornie, zaliczyłam bolesną bęckę na cztery litery - lepiej już być nie może.
noc się zbliża a ja idę lepić króliki i piec chleb, a jutro bladym świtem malować jaja i robić sernik. acha i jeszcze to:
przyszły więc robię. świstak i sreberka.
a we wtorek do roboty. ktoś coś mówił o świętach?
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































-kopia+2.jpg)





