Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ikea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ikea. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 sierpnia 2013

żółte żółtko

no tak wyszło jakoś. mroczny obiekt pożądania. kolorystycznie idealnie zgrany z lampami nad stołem. jest. i cieszy oko.
















i w sumie mało ważne, że nie bardzo mieliśmy gdzie go postawić. no bo jak trzeba to się miejsce znajdzie. ale to był wyjątkowy wyjątek, bo (z całym szacunkiem dla wielbicieli retro i stylu wiktoriańskiego) nie chciałabym, żeby za chwilę nasze mieszkanie wyglądało tak:


ani tak



do kompletu chcieliśmy jeszcze piękny żółciutki czajnik. o ten


ale jego małość dała nam nieco do myślenia. i ostudziła zapał. bo herbatę pijam hektolitrami. no i litr wody to trochę tego... cenę z godnością przemilczę.

sobota, 20 lipca 2013

niemy świadek

nasz najpierwszy mieszkaniowy zakup. jedyny w swoim rodzaju. kompletnie wyjątkowy. wylicytowany na cel szczytny. w aukcji zorganizowanej przez mój ulubiony sklep wnętrzarski - IKEĘ (żeby wpleść słowiański akcent ;p). radość wielka! tym większa, że dwustronna.

lampy.

2 lata temu było tak...





docelowo dostały miejsce zaszczytne. nie do przeoczenia. tak, żeby dobrą aurę rozpościerać.







* lampy zmalowane przez Gosię Herbę i Mateusza Kołka.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

trzy dni z życia...

od powrotu z wyjazdu tylko biegamy i biegamy. załatwiamy sprawy, po których nie ma żadnego wymiernego śladu. w ramach buntu postanowiliśmy więc zasiać (co z tego, że 2 miesiące po terminie wysiewu :/) namacalne roślinki. odrobina orientu i pikanterii. chili i kolendra. duet doskonały.

kiedy zobaczyliśmy kompaktowe zestawy dla laików w Ikei, byliśmy ugotowani. na jednym się oczywiście nie skończyło, ale zgodnie doszliśmy do wniosku, że królikiem doświadczalnym zostanie chili - jako najmniej wymagające - w sumie ma być tylko ostre ;p

nie za bardzo wiem co nam z tego wszystkiego wyjdzie, ale zapał nie-męża i jego codzienne, skrupulatne doglądanie, jak na razie rokuje nie najgorzej. przez pierwsze dni oczywiście nuuuuda, ale od soboty coś drgnęło i jak się zaczęło rozkręcać, to idzie jak burza. a ja prowadzę foto dzienniczek, żeby sobie upływ czasu zwizualizować. i postęp. i tak się złożyło, że i przełom w remoncie nastąpił. wreszcie przeszliśmy do przyjemności i widać efekt naszej pracy nie na wizualizacji tylko w realu.  i wszystko gra. nawet lepiej niż się spodziewaliśmy. domowo się zrobiło i banan od 4 godzin z twarzy nie schodzi, ale o tym kiedyś... bo czasu wciąż za mało. 

pięknie jest!!!!!


sobota




niedziela



dziś



czwartek, 16 maja 2013

na swoim miejscu

pierwsze wrażenie było nieco dziwne, wszystko do tej pory było prosto i w kancik, a tu nagle, na dole taki dzwon, noga słoniowa...
ale szczęśliwie zdążyliśmy się już przyzwyczaić! jest fajnie i nawet polubiłam naszą znienawidzoną podłogę - letnia aura jej służy!







udało się też znaleźć pierwszą koto-przyjazną dziurę pod naszym PeeSem, na którego zdecydowaliśmy się w sumie w ostatniej chwili, żeby móc sobie troszkę podkuć. i, pomimo wszystko, była to najlepsza decyzja na świecie! już pomijając sam fakt, że szalenie mi się podoba, to w tą dziurę pod nim chętnie sama bym się wcisnęła... gdyby tylko moja szanowna na to pozwoliła. światło tam jest obłędne!




a później były jakieś tajne spotkania i dyskusje na szczycie




aż pojawiło się TO




za chiny ludowe nie wiem jak to ma działać, ale... się okaże. prototyp fotogeniczny w każdym razie ;)