Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabezpieczenie balkonu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabezpieczenie balkonu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 czerwca 2013

siatki szczęśliwy finał

sprawę zamknęliśmy już dawno, ale jakoś nie miałam chwili, żeby pokazać ostatecznego efektu, którym ja sama - przeciwniczka krat i siatek wszelakich - jestem zachwycona!

siatka dla kotów to chyba jedyna rzecz, która pomimo przewidywanych mega problemów, nie dostarczyła praktycznie żadnych!!! oczywiście móżdżenie i wzmożona praca koncepcyjna została zaliczona, ale przy samym montażu poszło gładko jak za sprawą wazelinki. większość elementów wymagała oczywiście siły mięśni i umysłu Pana Kierownika. taka mała manufakturka. łączniki, haczyki, wszystko wyginane, wyklepywane pod wymiar. dzięki temu wszystko równo i pod linijkę, a z dołu kompletnie niewidoczne, no chyba że któraś z kot zamarzy o karierze Spidermana, co nie jest wcale takie mało prawdopodobne. 




prawidłowych spięć, napięć i rozprężeń pilnuje seksowna śruba rzymska w lateksowym wdzianku. jeśli można wzbogacić swoje życie o odrobinę perwersji, to czemu tego nie zrobić ;p


niedziela, 5 maja 2013

wiosna-lato

jako, że wiosna rozpanoszyła się pełna gębą, przyszedł czas na świat zza krat... a raczej zza siatki. na razie bardzo wstępnie, bo obiecująco posuwające się prace trzeba było niestety brutalnie przerwać na rzecz ogarnięcia mieszkania pod listwy, które tuż tuż... ale!

wygląda na to, że będzie dobrze! dyskretnie i co najważniejsze ogono-bezpiecznie. 

miałam rozliczne, nawracające koszmary senne związane z osiatkowaniem balkonu, bo... pomimo, że mamy loggię i niby powinno być cud malina to:
  • loggia ma długość 12 m! i nie, to nie jest dowód na to, że mamy przepastny balkon, tylko na to, że ma on przedziwny kształt i wzdłuż wszystkich okien taką ścieżynkę na szerokość niezbyt barczystego człowieka, umożliwiającą wyjście na balkon ze wszystkich pomieszczeń. sam balkon ma jakieś 6 metrów kw. no ale dla kotów to będzie raj - przynajmniej taką nadzieją żyjemy. na takiej długości siatka musi się w jakiś cudowny sposób napinać, a nie wisieć bezwładnie niczym żelek! do tego
  • mamy szklaną balustradę, więc trzeba ją jakoś myć z zewnątrz, czyli siatka nie może być przytwierdzona na stałe... oraz
  • balkon jest obłożony jakimiś płytami niewiadomego pochodzenia i trwałości, co do których zaufania żadnego nie było i tylko kunszt materiałoznawczy i łebskość niezawodnego Taty pozwoliły odetchnąć pełną choć mierną piersią...
no i na deserek jeszcze wszystko miało być jak najmniej widoczne i najmocniejsze z mocnych.

podchodziliśmy do niej w związku z tym jak pies do jeża. z przerażeniem w oczach. że być musi nikt wątpliwości nie miał. tylko jak to zrobić, żeby było najlepiej. i tutaj mega głęboki (taki, że czołem do kolan) ukłon jak zwykle dla Taty, który napracował się mocno, ale wymyślił patent genialny. 

a poniżej przedsmak.