Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kociaste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kociaste. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 sierpnia 2013

nowe drzewo

wyrosło nam na balkonie, a na nim od razu pojawił się ptak. sówka gwoli prawie-ścisłości. 

drzewo bez liści i nie-zielone, za to z sizalem i dwiema półkami. wieloletnie miejmy nadzieję. od razu stało się ulubionym punktem obserwacyjnym jednej takiej szarej.





zgaduj zgadula - ile metrów sizalu zostało zużyte do powstania tak niewinnie wyglądającego drapaka? 

podpowiedź - Tata wykupił cały zapas sizalu Casto... dwukrotnie! hahahahh! to trochę tłumaczy ceny drapaków na rynku :D

wtorek, 20 sierpnia 2013

małe a cieszy

nasze drzwi wejściowe wyposażone zostały defaultowo w przeciwpożarowy domykacz. duże, ciężkie drzwi, które same się zamykają to zło! 

po pierwsze, kiedy ma się ręce obładowane siatami i innymi pudłami trzeba drzwi odbijać tyłkiem. i może nawet wyglądałoby to widowiskowo - niczym kozłowanie piłki w meczu NBA - kiwanie, uniki , dwutakt... ale jędrność już niestety nie ta... i łatwiej o kontuzję.

co więcej pierwsze jest niczym, przy drugim - znaczy przy kotach, witających nas od progu. kotach w pełnej gotowości, żeby zwiedzać świat. i pomimo, że w porównaniu do poprzedniego mieszkania nastąpiła na tym polu mocna reglamentacja, głównie w celu wyeliminowania serenad wyśpiewywanych do klamki przez niezmordowaną Gajkę, korytarz to nadal miejsce wielkiej szczęśliwości, eden taki... raj na ziemi. jedna (szara), wystarczy, że przekroczy próg, włącza swój traktor pełnej rozkoszy, a druga radośnie się tarza froterując skutecznie parkiet przemysłowy. są w tym niezmordowane. przechadzają się z antenami podniesionymi do nieba, ocierają o ściany i nogi i wydrapują w kokosową wycieraczkę - no mówiłam, że raj. tylko szumu fal brakuje. no więc koty używają wszelkich możliwych chwytów, żeby wyskoczyć na korytarz, a my z sercem na ramieniu łapiemy drzwi, coby ogona, albo w ogóle połowy kota nie odcięły. masakra nieco.

a jedno plus drugie to już kompletny zawał serca. w związku z tym pierwszą rzeczą jaką kupiłam po wypłacie był stoper do drzwi. muszą być w końcu jakieś priorytety.

stoper gołąb - ku radości kotów. tak być miało. okazało się, że przerósł moje najśmielsze oczekiwania - jest genialny. dopracowany w każdym detalu - a przecież to tylko stoper!!! obawiałam się, że jest zrobiony z plastiku i może się pokruszyć, tymczasem jest gumowy, antypoślizgowy i ogólnie same ochy i achy. więc to chyba ja mam radochę, a nie koty... chociaż w sumie one mogą bezpiecznie biegać na korytarz, a to przecież super-hiper-mega-fun.

zakup trafiony w 150%. czekam na kolejną wypłatę :D










czwartek, 25 lipca 2013

kocidom

poprzednie mieszkanie było bardzo koto-przyjazne, pomimo, że urządzaliśmy je, kiedy jeszcze żaden ogon w naszym życiu nie gościł. ale jakoś intuicyjnie zrobiliśmy tak, że później koty miały raj. pomimo, że był to raj na 26 metrach... z bonusowym, korytarzowym spacerniakiem. oj korytarz był dłuuuuuugi. i nęcił nieustannie.

im bardziej myśl o przeprowadzce się materializowała, z tym większym smutkiem patrzyliśmy na te wszystkie zakamarki i półeczki, których w nowym mieszkaniu już nie będzie. i łza się w oku kręciła i żal cztery litery ściskał.

oczywiście projektując nowe M, koty były priorytetem, ale zważywszy na to, że nie mamy wysokich szafek, na których małpy mogłyby polegiwać, a szafy duże są od ziemi aż do samego sufitu - odpadał najbardziej atrakcyjny aspekt mebla jako punktu obserwacyjnego.

nadzieja cała leżała w balkonie. i on oczywiście nie zawiódł, bo jak tylko koty słyszą, że otwieram balkon, lecą z drugiego końca mieszkania, z mięciutkiego łózka, z radosnym okrzykiem i obsiadają go ochoczo niczym muchy.
nie przewidzieliśmy tylko jednej rzeczy, że łącznik (rzygacz) przy oknach fajny jest, bo kot pobiegać może w kółko mieszkania (wybiec w jadalni, wrócić sypialnią i tak kilka razy z rzędu - total fun), ale jednak za wąski dla kota, który zawędrował po balustradzie na sam koniec i chciałby zeskoczyć. i to było dla nas totalne zaskoczenie! jeden kafelek szerokości to zbyt pionowe zejście, w związku z czym Gaj wędruje po poręczy, dochodzi do końca, chce zejść i włącza jej się wycie, że no ale jak to? chcę zejść. ratunku! w chodzeniu raczkiem doszła już do perfekcji. cofa się do punktu, gdzie zaczyna się szerszy balkon i zeskakuje z gracją. no chyba że wcześniej ktoś się zlituje i podejdzie do kota w tarapacie, użyczając mu swego ciała jako nawrotki. w związku z tym kolejna faza projektu balkon to nawrotka na końcu poręczy :D

tymczasem, po blisko 4 tygodniach mieszkania, mogę śmiało powiedzieć, że nasze obawy były kompletnie bezzasadne. koty zadomowiły się genialnie. znalazły sobie i zawłaszczyły takie miejsca, o których nie śniło się nawet filozofom. nie pogardziły też tymi, które przygotowaliśmy specjalnie dla nich. jednym słowem (a właściwie trzema) - teren został rozpoznany. 
miejsca ulubione są. 
tęsknoty brak.

kameleon 









szanujący się kot znajdzie drogę na szczyt!

HIT - półeczka na kota o której nie mieliśmy pojęcia :D 




elektryczna czy gazowa - niezmiennie cieszy się powodzeniem



star trek ;p

a dzisiaj doszło jeszcze ganianie za sobą po dwóch stronach okna... ciężko jest być kotem ;p


poniedziałek, 8 lipca 2013

koty nabalkonne

skwar, ukrop, żar się leje z nieba, a futra się smażą na balkonie. jeszcze Mik, jako rodowita turczynka, jest w pewnym sensie usprawiedliwiony, ale Gaj wędrujący po parzącej poręczy? no tego już nie ogarniam.












a jak się robi chłodniej to kotki jakoś tracą zainteresowanie balkonem...

jeśli już przy upałach jestem, to w palącej kwestii walki z wszędobylskimi kłakami - jedno słowo - furminator!!!! od soboty jestem wielką fanką!


czwartek, 13 czerwca 2013

siatki szczęśliwy finał

sprawę zamknęliśmy już dawno, ale jakoś nie miałam chwili, żeby pokazać ostatecznego efektu, którym ja sama - przeciwniczka krat i siatek wszelakich - jestem zachwycona!

siatka dla kotów to chyba jedyna rzecz, która pomimo przewidywanych mega problemów, nie dostarczyła praktycznie żadnych!!! oczywiście móżdżenie i wzmożona praca koncepcyjna została zaliczona, ale przy samym montażu poszło gładko jak za sprawą wazelinki. większość elementów wymagała oczywiście siły mięśni i umysłu Pana Kierownika. taka mała manufakturka. łączniki, haczyki, wszystko wyginane, wyklepywane pod wymiar. dzięki temu wszystko równo i pod linijkę, a z dołu kompletnie niewidoczne, no chyba że któraś z kot zamarzy o karierze Spidermana, co nie jest wcale takie mało prawdopodobne. 




prawidłowych spięć, napięć i rozprężeń pilnuje seksowna śruba rzymska w lateksowym wdzianku. jeśli można wzbogacić swoje życie o odrobinę perwersji, to czemu tego nie zrobić ;p